11 Maj 2018

Michał Raer: sucha zabudowa i wędkarstwo

Co wspólnego ma technologia suchej zabudowy z wędkarstwem? Okazuje się, że sporo. Zwłaszcza, że Michał Raer, instruktor montażu suchej zabudowy w RIGIPS, żyje nie tylko samą pracą, ale też pasją wędkowania. 

Michale, zanim zapytamy o tajemnice i kulisy udanego wędkowania, pozostańmy przy temacie pracy, która w Twoim wydaniu jest także pasją. Jak rozpocząłeś przygodę z suchą zabudową?

Do RIGIPS przyszedłem z prywatnego small businessu, a sama przygoda z RIGIPSEM miała - w moich pierwotnych założeniach – trwać krótko. Traktowałem to z początku jako próba czegoś innego, zwłaszcza, że chciałem zdobyć cenne doświadczenia. Jednak jak się okazało… związałem się z firmą na dłużej, jestem tu już od 8 lat. 

8 lat to spory kawałek życia zawodowego. Czym konkretnie się zajmujesz? 

Obecnie pracuję na stanowisku instruktora ds. montażu suchej zabudowy. W ramach codziennych obowiązków zawodowych prowadzę szkolenia i rozmowy z wykonawcami, przekazuję wiedzę techniczną w zakresie naszych technologii i rozwiązań, a także, co moim zdaniem najcenniejsze, wymieniamy się wspólnie z partnerami biznesowymi doświadczeniem i budujemy profesjonalny rynek usług z branży suchej zabudowy. 

Za co najbardziej cenisz markę RIGIPS? 

RIGIPS jest komplementarną marką i mogę potwierdzić z własnego doświadczenia wszechstronność naszych rozwiązań. A mamy czym się pochwalić. Oferujemy kilka zupełnie unikalnych rozwiązań w suchej zabudowy. Dla mnie wręcz rewolucyjnym rozwiązaniem jest system zabudowy 4PRO. Jego możliwości zastosowań są imponujące. Co jeszcze? Partnerzy podkreślają zalety gotowych mas szpachlowych do spoinowania płyt gipsowo-kartonowych, których oferta spełni wszelkie oczekiwania - zarówno wykonawców jak i inwestorów (Vario i Premium Light). Warto także wspomnieć genialne narożniki No-Coat z wkładką z kopolimeru, płyty do dociepleń klatek schodowych od wewnątrz Rigitherm. Mając takie portfolio, a także ośrodek szkoleniowy do dyspozycji możemy profesjonalnie zrealizować każde wyzwanie.

Ale nie samą pracą człowiek żyje. Jak wśród licznych obowiązków znajdujesz czas wolny? 

Ciekawa praca absorbuje znaczną część dnia, jednak przy dobrej organizacji pozostaje czas wolny, który staram się spędzać aktywnie, zwłaszcza, że przyrodę i krajobrazy w Polsce mamy niepowtarzalne. Chętnie jeżdżę na rowerze górskim, spaceruję po szlakach turystycznych, nurkuję, biegam, pływam pod żaglami i oczywiście wędkuję i to właśnie wędkarstwo w ostatnim czasie zajmuje dominującą pozycję jeśli chodzi o hobby…

Jak zaczęła się Twoja wędkarska przygoda?  

Tak naprawdę, chodzę na ryby odkąd sięgam pamięcią. Na początku były okoliczne rzeki (w Oławie łowiłem pierwsze Klenie) i jeziora, potem coraz dalsze wyjazdy i coraz większe ryby (Bałtyk, do Szwecji, na niemiecką wyspę Rugia, która jest chyba jednym z najlepszych łowisk w Europie). Miałem to szczęście, że na drodze wędkarskiej przygody poznałem jednego z najlepszych wędkarzy w Polsce, Europie i w zasadzie na świecie. Grzesiek Zarębski – bo właśnie o nim mowa – zdobył tytuł najlepszego wędkarza na świecie (Word Champion Łotwa 2007). Od kilku dobrych lat jeździmy razem na ryby. Każdy wyjazd z Grześkiem to solidna lekcja spinningu, która przynosi efekty. 

Wspominałeś o spinningu. Co daje w tej metodzie wędkowania satysfakcję? 

Wędkarstwo spinningowe przynosi efekty jeśli mamy wypracowaną strategię i metody połowu, właściwie dobierzemy przynęty, ale to nie wszystko bo chyba najważniejsze jest „czucie ryby”. Przez ten termin rozumiem, szybkie dostosowanie metody łowienia do zmiennych warunków pogodowych i do zachowania ryb. I tu chyba jest sedno sprawy, to determinuje sukces wędkarstwa spinningowego. Tu potrzebna jest genialna intuicja oraz wędkarski „nos”. „Nos” to setki jeśli nie tysiące godzin spędzonych na łowisku i analiza co poszło dobrze, a co nie tak, co trzeba poprawić, a co zmienić, a co udoskonalić. Uwielbiam, ten sposób spędzania czasu. 

Jaką masz radę dla rozpoczynających przygodę z wędkowaniem?

Zachęcam wszystkich do wyjazdu na ryby, nawet jak nic za pierwszym razem się nie złowi, to i tak warto. Przecież spędzamy czas nad wodą, obserwujemy wszystko co znajduje się wokół nas, drzewa, ptaki. Na ryby możemy - a nawet powinniśmy - wyjść z najbliższymi i korzystajmy z każdej chwili, by być bliżej natury i odpoczywać. Ja to nazywam „ładowaniem akumulatora”, a po takich wyjazdach mam siłę do intensywnej pracy. Odpoczywajmy więc w plenerze! 


 

Rigips dla Ciebie